Tajemnica na cmentarzu - 5460 Bytes


Poniżej znajdują się linki do kolejnych części opowiadania:

"CZĘŚĆ PIERWSZA"

- Czy możesz mi wreszcie powiedzieć Franky, co my właściwie robimy o drugiej w nocy na cmentarzu?
- Cicho bądź, czy ty nigdy w życiu nie zrobisz czegoś bez wypytywania o wszystko, potraktuj to jako przygodę. Poprosiłem cię, żebyś mi pomógł i się zgodziłeś. Wiedziałeś, gdzie się wybieramy. Lepiej bierz się za łopatę i zaczynaj kopać, musimy zdążyć przed świtem.
- Co!!? Zwariowałeś chyba, mam kopać dół na cmentarzu? Za dużo się naoglądałeś horrorów. Zresztą jak chcesz kopać, to zrób to sam, ja ci będę świecił latarką.
- Słuchaj Johny, ty z nas dwóch jesteś silniejszy i pójdzie ci szybciej. Nie mamy wiele czasu. Zresztą jak się zmęczysz, to ja trochę pokopę.
- Dobra Franky i tym razem ci ustąpię, ale tylko dlatego, że głupim się zawsze ustępuje.
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. No, ale kop, kop, nie obijaj się.

Las otaczający cmentarz spowity był lekką mgiełką. Nie ma się czemu dziwić, tutejsza okolica słynie ze swoich sławnych, "londyńskich" wręcz mgieł. Drzewa były wysokie i gęsto oplatały cmentarzysko swymi konarami pokrytymi gąszczem zieleni, przez który przedzierał się srebrzysty blask księżyca. Miejsce "wykopów" wydawało się całkowicie zaniedbane i jedynie świeże kwiaty świadczyły, że niedawno musiał się tutaj odbywać pogrzeb.

- Słuchaj John, słońce o tej porze roku wstaje dosyć wcześnie, więc naprawdę musimy się pospieszyć. Trzymaj łopatę, ja idę zerknąć, czy ktoś się nie kręci w okolicy. Słyszałem przejeżdżający samochód, mam nadzieję, że się tutaj nie zatrzymał.

Frank oddalił się od miejsca, w którym Johny męczył się przy wykopywaniu tego, co jeszcze kilkanaście godzin temu zakopywał miejscowy grabarz. John był spokojnym chłopcem, ale pod wpływem swojego przyjaciela często pakował się w różne hece. Tak też było tym razem, za namową Franka stał teraz nad świeżo wykopaną ziemią, kilka metrów nad trumną...

- Zawsze mnie zostawia w takich momentach. Zimno, ciemno, mgliście, a ja kopę dól w miejscu zbiorowego spoczynku umarlaków. Na pewno każdy nastolatek robi to samo co noc, bo przecież nie ma w tym nic nadzwyczajnego! I do tego jeszcze gadam do siebie, zaczynam się upodabniać do Franiego, o Boże!

Frankiemu zajęło kilka minut zanim przedarł się przez zarośla w kierunku drogi. Na szczęście żaden samochód nie zatrzymał się i nikogo nie było słychać, ani widać w okolicy. Jedyną martwiącą rzeczą było to, że zaczęło się rozjaśniać.

- Johny, wracamy, bo jak się starsi dowiedzą, że nas nie ma to nas zabiją. Naznosimy trochę gałęzi i przykryjemy wszystko, żeby nie było widać świeżo wykopanej ziemi. Jutro w nocy tu wrócimy i dokończymy robotę.

                                                                                                                                 c.d.n.

By Noflower


Copyright Daniel Dryzek "Noflower" - Najlepsza książka 1998-2007