Mistrz i Małgorzata - 5783 Bytes

Michał Bułhakow


Recenzja



Gdzieś w latach dwudziestych albo trzydziestych pod postacią profesora czarnej magii Wolanda do Moskwy przybywa sam szatan. Towarzyszy mu dziwaczna i upiorna świta: demon-morderca Azazello, olbrzymi czarny kocur czyli demon-paź Behemot oraz pokutujący za swe dawne przewiny rycerz Korowiow alias Fagot. To nie jest zwyczajna wizyta. Raz do roku Książę Ciemności wydaje wielki wiosenny bal pełni księżyca, zwany też balem stu królów. Na bal przybędą najokrutniejsi królowie i książęta, najohydniejsi przestępcy, a także samobójcy, wisielcy, więzienni dozorcy, szulerzy, kaci, konfidenci, zdrajcy, szaleńcy, tajniacy, deprawatorzy i truciciele.

Przygotowania do balu robią w Moskwie mnóstwo zamieszania. Dochodzi do serii niewytłumaczalnych i makabrycznych zjawisk. Za sprawą Azazella, Behemota i Korowiowa, a może także trochę z własnej głupoty, taki na przykład Berlioz, redaktor miesięcznika literackiego, traci głowę i życie. Poeta Bezdomny ląduje w podmoskiewskim szpitalu dla obłąkanych, a Lichodiejew, dyrektor teatru Varietes - ni stąd, ni zowąd w Jałcie. Milicja i specjalne komisje śledcze brną w potoku sprzecznych zeznań obywateli. Sprawcy tych gorszących zajść pozostają nieuchwytni.

Zgodnie z pradawną tradycją gospodyni balu szatana musi mieć na imię Małgorzata, musi też pochodzić z miejcowości, w której odbywa się bal. W Moskwie mieszka sto dwadzieścia jeden Małgorzat, ale - niestety - żadna się nie nadaje. Wreszcie cudownym trafem Azazello odnajduje tę odpowiednią. Ona godzi się na pakt, ale nie za darmo. Chce, by messer Woland zwrócił jej ukochanego mistrza. A kimże jest ów mistrz? O, to długa historia. Najlepiej będzie, jeśli sprawdzicie to sami. Zapewniam, nie będziecie żałowali.

Powieść Mistrz i Małgorzata zaliczana jest dziś do arcydzieł literatury światowej. Michał Bułhakow pisał ją aż przez 12 lat, od 1928 do śmierci w 1940 roku. Jak stwierdził recenzent Czytelnika, w Mistrzu i Małgorzacie pisarz w pełni ujawnił swój talent demaskatorski w stosunku do porewolucyjnej rzeczywistości rosyjskiej. Szczególny efekt przyniosło zderzenie świata nadprzyrodzonego z realiami ówczesnego życia. No i potem okazało się, że Bułhakow tak bardzo zakpił sobie ze światopoglądu materialistycznego, że książki po prostu nie można było wydać. Zwlekano z tym aż do 1973 roku. W tym pierwszym wydaniu oczywiście pominięto najbardziej obraźliwe dla władzy fragmenty.

W Polsce najbardziej znany przekład autorstwa Ireny Lewandowskiej i Witolda Dąbrowskiego też nie od razu wyszedł w pełnej wersji. Za to głeboko utrwalił się w świadomości czytelników. To przekład mistrzowski. Co za melodia, co za rytm! To się czyta jednym tchem. Umieram i rodzę się na nowo, ilekroć - zawsze w sierpniu - sięgam na nowo po tę książkę. Kilka lat temu Mistrza przełożył dla Wydawnictwa Dolnośląskiego także sam Andrzej Drawicz. Jak potem tłumaczył, uczynił tak nie dlatego, iżby uważał przekład Lewandowskiej i Dąbrowskiego za zły. Wręcz przeciwnie. Jednak - jego zdaniem - przekłady, tak jak wszystko i wszyscy dokoła, z czasem po prostu się starzeją. Dzieło Drawicza, przynajmniej wśród moich znajomych, wzbudziło mieszane uczucia. Ono w niektórych miejscach odbiega niepokojąco od wersji "klasycznej". Jest chyba nazbyt dosłowne. Drawicz pokusił się nawet o przetłumaczenie na polski rosyjskich nazw. Na szczęście pozostał słynny "jesiotr drugiej świeżości". Cóż, ponoć przekłady mogą być albo piękne, albo wierne. Jedno drugie wyklucza. A skoro tak, to ja obstaję za pięknym.


Trochę cytatów



Książka ma 477 stron.


Copyright Daniel Dryzek "Noflower" - Najlepsza książka 1998-2007