
Marta nie lubi trybu życia i filozofii swoich rodziców, ale nigdy by ich nie okłamała. Marek podziwia swojego ojca, choć okłamuje go na każdym kroku. Starcie dwóch skrajnie różnych rodzin działa jak żywa akcja w hollywoodzkim filmie. Wszystkie sceny są prosto z życia wzięte. Problemy z rodziną zdarzają się bowiem każdemu z nas. Jaki z tego morał? Dla rodziców coś w stylu: rozmawiajcie ze swymi dzieciakami na każdy temat! Dla dzieci: z rodzicami można się dogadać!
Ta książka to także historia o rozmowie, która się zwykle nie odbywa. O tym, o czym trzeba rozmawiać, o czym ja chciałabym rozmawiać ze swoimi rodzicami. Ale się boję i wiem, że oni albo też się boją, albo tego nie potrafią.
Polecam Tabu każdemu nastolatkowi i ludziom w wieku średnim też :-) Książka jest łatwa, miła i przyjemna, a przy okazji można się czegoś nauczyć, więc czemu nie poświęcić jej kilku godzin?
"Kinga Dunin prowokuje do rozważań na temat dobra i zła, sensu i bezsensu trzymania się określonych zasad, szacunku dla tradycji, granic tolerancji; właściwych relacji pomiędzy rodzicami i dziećmi. Książkę tę polecam nie tylko nastolatkom, lecz także tym rodzicom i nauczycielom, którzy chcą zrozumieć punkt widzenia swych dzieci i podjąć z nimi rozmowę o tym, co w życiu najważniejsze."
Gdybym był wszechmocnym i nieskończenie miłosiernym bogiem, ludzie i wszystkie zwierzątka miałyby zielone futerka i odżywiałyby się na zasadzie fotosyntezy.
- Ale ty jesteś uparta... Chcesz, to go ochrzcij z wody. Każdy chrześcijanin może to przecież zrobić.
- Ale tylko in articulo mortis, kiedy zagrożone jest życie.
- Świetnie. W takim razie ja wezmę siekierę i zamachnę się na Józinka, a ty szybciutko go ochrzcisz.
Że było tak za komuny, to jasne, ale później niewiele się zmieniło. Politycy korzystali z badań socjologicznych tak jak pijak z latarni - nie szukali w nich światła, tylko oparcia.
(Rzecz dzieje się na cmentarzu. Mały chłopczyk śpiewa wymyśloną przez siebie piosenkę)
Na Bródnie jest nudno,
na nudnie jest smutno,
na smutnie jest bródno...
Tu na górze chodzą ludzie,
a na dole leżą ludzie,
tym, co sobie chodzą,
w drogę już nie wchodzą.
Kiedyś ich lubili
lecz gdy się zepsuli
i mówić przestali,
w skrzynkach wylądowali.
Żeby nie przeszkadzali,
do ziemi ich zakopali,
aby nie potykać się o skrzynki.
Lubią tylko swoje znicze i wianki.
Tylko patrzą innym na ręce,
kto położył lepsze i więcej.
Jak mówiono, Łódź to Piotrkowska i to, co się na niej nie zmieściło.
Dochodziła czwarta po południu, a Marta właściwie od rana nic nie jadła. Czytała gdzieś, że człowiek zakochany może nie spać ani nie jeść. Ale czy to oznacza, że nie chce?
Marta mogła się głupio zakochać, pić wódkę - w końcu nie urodziła się na Marsie, tylko w Polsce - ale narkotyki?
Panie Jacku! Ależ z pana hipokryta! Jest pan pewien, że to, co pani Zofia ma z przodu, co tak ładnie podskakuje podczas biegu, to jest właśnie inteligencja?